Proszę czekać, trwa ładowanie strony...




 


 Ryszard Makowski  -  resocjalizacja

   oraz  inne moje pasje i zauroczenia
 

 Będzie mi bardzo miło, jeśli moje wiersze,

 zdjęcia, refleksje i wspomnienia,

 będą także dla Ciebie subtelną inspiracją

do aktywnego życia i własnej twórczości
 

  http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryszard_Franciszek_Makowski  

  Kontakt:    turmak@wp.pl , http://nasza-klasa.pl
  Tel:  799 016 704   lub    507 463 638
 
  Polecam też swoje książki (w wersji tradycyjnej lub elektronicznej):    
    - "Za murami poprawczaka"
    - "Z rodzinnego gniazda" - link: https://ridero.eu/pl/books/zrodzinnego_gniazda/ 
   - "Poradnik zimowego grzybiarza"
   - link: https://www.e-bookowo.pl/poradniki/poradnik-zimowego-grzybiarza.html
  a także wyd. zbiorowe: "Poetycki almanach Kurpiszczyzny"
                     oraz: "Ze Studziennej"  i :"Kawiarniane strofy"
   
     
   
 
 

 

Artykuły

"Uratowaliście nam życie" - "nie przesadzajmy, myśmy was tylko uprowadzili"
Pouczająca przygoda w Tatrach

 

 W ciągu wielu lat intensywnych wędrówek po górach, w różnych porach roku i przy różnej pogodzie, mieliśmy bardzo dużo nie banalnych okazji, do ostrego szlifowania swych charakterów, w tym także do nauki szacunku i pokory wobec naszej pięknej i groźnej przyrody. Tej niezbędnej pokory, góry uczyły nie tylko nas. Myślę, że warto tu przytoczyć chociażby taką oto lekcję - dla innych, w  których my także mamy swój aktywny udział, gdyż nie byliśmy tam tylko – biernymi świadkami.

To było w Tatrach!

Kilka razy, późną jesienią, poza sezonem turystycznym, wyjeżdżaliśmy w Tatry, jak to się mówiło – do roboty[...]

Nasi chłopcy do takich jesiennych wyjazdów byli zawsze bardzo dobrze przygotowani, toteż biegali po Tatrach jak kozice, a wieczorami, po obfitej kolacji i tzw. śpiewankach, wdrapywali się na swoje prycze i zasypiali twardo jak świstaki.

Podczas jednej z takich forsownych wędrówek, mimo świeżego śniegu i oblodzenia szło nam się wyjątkowo dobrze, więc postanowiliśmy podwoić zaplanowaną trasę, z pełną świadomością, że do schroniska wrócimy dopiero późnym wieczorem. Radośnie korzystając ze słońca, liny i kondycji, szybko pokonaliśmy Granaty, Czarne Ściany i Kozi Wierch. Upojeni rozległą, ośnieżoną panoramą, „sfrunęliśmy jak na skrzydłach” do Doliny Pięciu Stawów i dalej do wodospadu Siklawa. Mając ciągły niedosyt, zbiegliśmy jeszcze Doliną Roztoki do Wodogrzmotów Mickiewicza i tu dopiero podjęliśmy decyzję o powrocie do Zakopanego, ale nie tradycyjnie, przez Łysą Polanę i autobusem, tylko – pieszo, górami przez Zawrat [...]       Zbliżając się do podejścia na Zawrat, przypadkiem spotkaliśmy dwie młode dziewczyny z ogromnymi plecakami. Jak się okazało były to studentki, spędzające weekend w górach. Szły one bardzo wolno, ale w tym samym kierunku, co my. Po krótkiej kurtuazyjnej rozmowie, zaproponowałem im, aby szły razem z nami, bo tak będzie przyjemniej i bezpieczniej. One jednak stwierdziły, że nasze tempo im nie odpowiada. Obiecałem więc, że zwolnimy i pomożemy im nieść te gigantyczne plecaki. Dziewczyny nadal się upierały, że wolą iść same [...] Wyczułem, że dziewczyny po prostu nie mają do nas zaufania, gdyż z pewnym niepokojem przyglądały się naszym chłopakom i te ich sznyty i tatuaże nie były na pewno tu żadnym atutem. Cóż było robić, wobec takiego uporu? Powiedziałem im tylko – cześć, powodzenia! – i wraz z chłopakami znowu ostro ruszyliśmy do przodu.

Na Zawracie, zrobiliśmy sobie krótki odpoczynek, aby trochę się posilić, przemundurować i przygotować do ostrożnego schodzenia po mocno oblodzonych skałach. Wyraźnie już widząc, co nas dalej czeka – ponownie odezwało się we mnie sumienie. Przecież nie możemy w takich warunkach i o tak późnej porze,  zostawić tych dziewcząt sam na sam z tą piękną lecz groźną przyrodą. Przy wyraźnym braku doświadczenia i mocno ograniczonej ich wyobraźni, były przecież nikłe szanse na to, że sobie faktycznie poradzą. Przeciwnie, groziło im naprawdę, bardzo poważne niebezpieczeństwo, któremu powinniśmy jakoś zaradzić. Szybko wybrałem więc czterech, najmniej „obdzierganych” chłopaków i poleciłem im pobiec po te uparte dziewczyny. Mają z nimi w ogóle nie dyskutować, ale uprzejmie,  lecz stanowczo zabrać im plecaki, wziąć za ręce i doprowadzić tu na Zawrat, do całej naszej grupy. Chłopakom nie musiałem tego dwa razy powtarzać. Szybko pomknęli na dół i wkrótce przyholowali do nas, te wyraźnie spanikowane, rozzłoszczone i trochę już popłakujące dziewczyny. Przeprosiłem ich za to bezceremonialne uprowadzenie. Wyjaśniłem, że są to chłopcy z poprawczaka i chociaż na dżentelmenów pewnie nie wyglądają, to na pewno im żadnej krzywdy nie zrobią i do celu bezpiecznie je doprowadzą. Powiedziałem też, że jako wychowawca, swoim honorem im to gwarantuję, a jako turystyczny przodownik, nie mogłem ich przecież zostawić ani postąpić inaczej. Chłopcy również zaczęli ich uspokajać, pocieszać i częstować czekoladą, także w końcu dziewczęta zaczęły się do nas nawet uśmiechać i bez oporu wyruszyły wraz z nami w dalszą drogę.

Wkrótce jednak znowu usłyszałem jakieś pochlipywania i tłumione okrzyki. Pytam się więc, czemu znowu płaczą? A one na to, że to ze strachu. – Co, znowu się nas boicie? – Nie was, ale tych strasznych gór – powiadają. Rzeczywiście – łatwo nie było! Musieliśmy mozolnie odkuwać oblodzone łańcuchy, wydziobywać stopnie w śniegu i lodzie, podtrzymywać dziewczyny za ręce i nogi, i takim to sposobem, wzajemnie się asekurując, powoli schodzić w dół... Trochę żartując, powiedziałem im wtedy, że mam nadzieję, iż w tak dobranym gronie, średni ubytek turystów, na kilometr szlaku nie będzie zbyt wielki i przynajmniej one, do Murowańca dotrą w komplecie. – A chłopaki, także tam dojdą w komplecie – spytały? –Tego to ja już nie wiem – przecież zawsze drzemie w nich jakaś chęć ucieczki i ochota na „wyskoki gdzieś na boki”. – Ale przecież to byłoby bardzo głupie i niebezpieczne – szczerze zaniepokoiły się dziewczęta. – A jaka to strata dla Ojczyzny – pytam? Popatrzyły na mnie dziwnym i wyraźnie zgorszonym wzrokiem – i wtedy zarówno chłopcy jak i ja parsknęliśmy spontanicznym śmiechem, gdyż ta ich troska o chłopaków i naiwna łatwowierność szczerze nas ubawiły. Dziewczęta także zaczęły się uśmiechać i już nieco bardziej rozluźnione, z coraz większą gracją, pokonywały kolejne przeszkody. Wkrótce zrobiło się całkiem ciemno i z pokorą przyznały, że bez latarek w takim terenie, wędrować się jednak nie da.

Po minięciu Zmarzłego Stawu, zauważyłem, że na zboczu Granatów, miej więcej w połowie niezwykle groźnego żlebu Draża, błyska jakieś nikłe światełko i to sześć razy na minutę. Nie miałem wątpliwości – tam ktoś walczy o życie – wypadek! Słynna pułapka Granatów, znów kogoś uwięziła na granicy życia i śmierci, więc trzeba tu działać szybko i rozważnie [...]

[...] po krótkiej rozmowie z goprowcami, zawróciliśmy do naszej grupy i ze zdziwieniem zobaczyłem, że nasze sympatyczne dziewczyny znowu płaczą. A tym razem, o co wam chodzi – zadaję kolejne pytanie? One na to – płaczemy, bo gdyby nie wy, to pewnie i po nas musieliby teraz biegnąć goprowcy? Optymistki – pomyślałem. Kto i kiedy, by je tam zauważył, skoro nie miały nawet latarek, a o tej porze dnia i roku – tłoku w górach przecież nie było [...]

Do Murowańca dotarliśmy, tak jak im obiecałem – cało i zdrowo. My musieliśmy biec jeszcze dalej – do Zakopanego, ale dziewczyny były już tak zmęczone, że postanowiły tu zostać. Stwierdziły, że była to dla nich bardzo cenna lekcja, której nigdy nie zapomną. Przy pożegnaniu dziewczyny szczerze nam dziękowały i każdego z nas obdarzyły przyjacielskim buziakiem - i nawet te tatuaże już im teraz nie przeszkadzały. Na koniec z widocznym wzruszeniem i błyszczącą łezką w oku, powiedziały nam tak:

– „Jesteście wspaniali, jeszcze raz wam serdecznie dziękujemy. Uratowaliście nam życie”! Nie przesadzajmy – myśmy was tylko …uprowadzili. Teraz jesteście znowu wolne - odpowiedziałem im z przyjacielskim uśmiechem i pomachałem ręką.  


Dodaj komentarz, wszystkich (0):

Są tu m.in. skróty

kilku rozdziałów

z moich książek:

"Za murami poprawczaka"

i "Z rodzinnego gniazda" 

  

Jesteś gościem na mojej stronie Dziękuję za zainteresowanie i do miłego, nowego spotkania w internecie lub w realu , aktualnie gości online