Proszę czekać, trwa ładowanie strony...




 


 Ryszard Makowski  -  resocjalizacja

   oraz  inne moje pasje i zauroczenia
 

 Będzie mi bardzo miło, jeśli moje wiersze,

 zdjęcia, refleksje i wspomnienia,

 będą także dla Ciebie subtelną inspiracją

do aktywnego życia i własnej twórczości
 

  http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryszard_Franciszek_Makowski  

  Kontakt:    turmak@wp.pl , http://nasza-klasa.pl
  Tel:  799 016 704   lub    507 463 638
 
  Polecam też swoje książki (w wersji tradycyjnej lub elektronicznej):    
    - "Za murami poprawczaka"
    - "Z rodzinnego gniazda" - link: https://ridero.eu/pl/books/zrodzinnego_gniazda/ 
   - "Poradnik zimowego grzybiarza"
   - link: https://www.e-bookowo.pl/poradniki/poradnik-zimowego-grzybiarza.html
  a także wyd. zbiorowe: "Poetycki almanach Kurpiszczyzny"
                     oraz: "Ze Studziennej"  i :"Kawiarniane strofy"
   
     
   
 
 

 

Artykuły

Czyżby dotkniecie innej cywilizacji?
O ciekawym eksperymencie ze słynnym jasnowidzem - inż Stefanem Ossowieckim (fragment książki- "Z rodzinnego gniazda")

 

Czyżby dotknięcie innej cywilizacji?

 

         Patrząc w rozgwieżdżone niebo, wielu z nas zapewne  zastanawia się także nad tym, czy gdzieś tam daleko, w ogromnym kosmosie istnieją jacyś nasi pobratymcy,  czy istnieje tam  życie? Okazuje się, że na to frapujące pytanie, omawiany tu „Meteoryt Pułtuski” – też może coś nam powiedzieć i wygląda na to, że rzeczywiście coś już powiedział – ustami słynnego jasnowidza – inż. Stefana Ossowieckiego.

            Ten zamordowany przez Niemców polski inżynier  był osobą naprawdę niezwykłą. Przed wojną, a także w czasie ostatniej wojny, przeprowadzono z nim setki eksperymentów. Jego wybitne, psychotroniczne zdolności  badali często znakomici uczeni z  różnych naukowych instytutów i uczelni,

tej miary co Charles Richet (laureat Nagrody Nobla), Gustaw Geley, William Mackenzie, Eugene Osty i inni. Nikt, nigdy   nie przyłapał go na żadnym oszustwie i wszyscy ci badacze byli pod głębokim wrażeniem, zarówno jego ujmującej osobowości jak i demonstrowanych przez niego zjawisk. Był on bowiem człowiekiem niezwykle uczciwym i otwartym na skrupulatne poszukiwanie prawdy. Obok takich objawów jak – telepatia (czytanie w myślach), telekinezja (poruszanie różnymi przedmiotami, bez dotykania), bilokacja (jednoczesna obecność w dwu różnych miejscach) miał on też wybitny dar  jasnowidzenia. Bez większego trudu udawało mu się odczytywać listy  szczelnie zamykane w kilku kopertach., czy nawet chowane w grubej ołowianej rurze (tzw.„eksperyment sorboński”). Jedno z takich doświadczeń przeprowadził z nim osobiście sam marszałek Piłsudski, wypisując na kartce w zalakowanej kopercie takie oto dowcipne słowa –  „Pocałuj mnie w d...”. Ossowiecki  odczytał je oczywiście bezbłędnie, a potem razem się  z tego serdecznie pośmiali. 

Podobnie jak szeroko znany, współczesny zielarz i  jasnowidz ksiądz Czesław Klimuszko (zmarły w 1980 r.), Stefan Ossowiecki także potrafił na podstawie zdjęcia lub jakiegoś innego osobistego przedmiotu, odnajdywać osoby zaginione. Dokładnie n.p. powiedział co się stało i gdzie jest zakopana zamordowana córka niemieckiego przemysłowca, który potem, już jako pułkownik Wermachtu wyrobił Ossowieckiemu specjalny glejt, gwarantujący mu nietykalność i podpisany przez samego Hitlera. Dzięki temu glejtowi udało się Ossowieckiemu uratować wielu ludzi w czasie wojny, ale ponieważ mimo usilnych nalegań nigdy się nie zgodził  na współpracę z okupantem, a przeciwnie – publicznie przepowiadał klęskę Hitlera, więc w końcu przypłacił to życiem. Zginął 5.08. 1944r. w Warszawie podczas powstania, zresztą – dokładnie tak, jak to wcześniej – sam przepowiedział, zaznaczając przy tym, że nie ma ucieczki od własnego losu.

Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszyły się jego zdolności psychometryczne. Jak na jakimś trójwymiarowym filmie  widywał często  różne zdarzenia, nieraz bardzo odległe w czasie lub w przestrzeni.  Biorąc do ręki np. drobny  fragment jakiejś starodawnej budowli mógł bardzo precyzyjnie opisać jej dzieje i różne konkretne sceny z toczącego się tam niegdyś życia. Często znajdowało to potem naukowe potwierdzenie podczas prac wykopaliskowych, albo dokładnych studiów historycznych, czy  archeologicznych, jak to miało miejsce np. na Zamku Królewskim w Warszawie. W instytucie archeologii Uniwersytetu Warszawskiego Ossowiecki wygłaszał czasem  własne, bardzo śmiałe  tezy na temat prehistorycznych form życia posługując się jedynie psychometrią. Mimo początkowego sceptycyzmu, w późniejszych latach tezy te zostały jednak w pełni potwierdzone za pomocą  metod ściśle naukowych.

Ossowiecki był człowiekiem nie tylko bardzo życzliwym i uczciwym, ale także głęboko religijnym. O swoich paranormalnych zdolnościach mówił tak:

. „...Dziś dla mnie zrozumiała jest potęga wiary i cuda, których można dokonać. Modlitwa i ekstatyczne zapatrzenie się w tajemnice wiary wyzwala z człowieka ogromną ilość energii, w zamian zaś jako równoważnik wypełnia istotę jego nieznana bliżej, ale potężna energia kosmiczna, której siła potrafi tworzyć cuda. Może ona uzdrawiać chore ciała i całkowicie przekształcić psychikę danego człowieka."

 

Postać inż. Stefana Ossowieckiego staram się tu  przybliżyć i scharakteryzować  dość dokładnie, gdyż to dzięki niemu, na ten nasz „pułtuski meteoryt” możemy też spojrzeć... z zupełnie innej perspektywy. Myślę, że warto  tu  przytoczyć dosłownie treść protokółu, z pewnego, głośnego niegdyś eksperymentu przeprowadzonego ze Stefanem Ossowieckim, przy użyciu tego właśnie meteorytu. Cytuję go bezpośrednio z bardzo cenionego przed wojną naukowego pisma, które z wielkim trudem udało mi się kiedyś zdobyć w jednym z krakowskich antykwariatów. Są to tzw. „Zagadnienia Metapsychiczne” Nr. 9 – 10 z czerwca 1926 r. Odnośny protokół został sporządzony przez dr Antoniego Czubryńskiego i zamieszczony na stronie 25 tegoż pisma (podkreślenia moje). Oto on:

 

„Warszawa, 1.XII.1925 o godz. 5.30 wieczorem.

 Pan Ossowiecki otrzymał do ręki meteoryt spod Pułtuska wagi około 200gramów, chemicznie niezbadany. Po kilku minutach milczenia rzekł:

         Jak ja dobrze widzę! Jakie ciekawe! Olbrzymie skały i wielkie przepaści. Obszerne , dziwne łąki, jakby z żółtej, oryginalnej trawy. Coś wybuchającego... ogień? Co to takiego? Płaszczyzny, płaszczyzny, płaszczyzny, na których niema kamieni, płaszczyzny żółtawe, o fioletowym odcieniu. Skały, skały, znów płaszczyzny. Jakieś dziwne drzewa, długie, długie, jakby cyprysy czarne, twarde, o gałęziach splątanych u góry. Cały „lasek” dziwnych drzew. Strasznie splątane u góry, czerwonawe. Ja w tych lasach jestem, czerwonawe korzenie u góry. Jakiś ruch widzę. Coś rusza się, coś przeźroczystego. Postać podobna do form ludzkich, ale zupełnie przeźroczysta. Bardzo podobna do ludzi. Jakieś postacie chodzą. Nie mogę przeniknąć w ten ich świat, ale widzę jakby przez mgłę postacie przeźroczyste. Olbrzymie przestrzenie. Jakie to cudowne! (Niebo pogodne, jasne).

          Teraz powracam do tych wielkich, olbrzymich... zetknęli się jakby giganci o barwach rdzawo – żelazistych. W przestrzeni leci odłam ze straszna szybkością. Jakie to cudowne! Jakby kawał tego globu zerwał się. Wszystko się trzęsie. Widzę jak to leci, rozprasza się na wielkie kawały. Widzę jak to szybko leci. To nie w Polsce upadło... Pada w różne strony. Ziemia się kręci, kawałkami pada w różne miejsca. To jasne, że się w rożne strony rozpada. Kawał nawet otwór w ziemi zrobił, może większy od tego (okrągłego) stołu. Zarył się do połowy w ziemię. Już odchodzę”.

           Po seansie inż. Ossowiecki dodał, iż miał wrażenie, jakby coś uderzyło o powierzchnię globu i oderwało od niej część odcinając ją. Był wzruszony, rozpłakał się ze wzruszenia, ręce miał zimne. Twierdził, że nigdy nie przeżył tak wspaniałej chwili.

          Przypisek Red.

          Podobne doświadczenie dokonane już było niegdyś przez geologa profesora Dentona, z tą róznicą, że profesor rozbił znaleziony przez siebie meteoryt na 12 części i rozesłał ułamki, odpowiednio opakowane i zapieczętowane do 12 różnych psychrometrów. Jedenastu z nich dało mniej lub więcej szczegółowe odpowiedzi, opisując w nich jakieś ciało niebieskie  z jego florą i fauną, które raptem uległo jakiejś katastrofie kosmicznej, rozpryskując się na drobne kawałki.

                                                                              P. S.”

         

O tym ciekawym doświadczeniu pisze  też sam Ossowiecki w swojej pasjonującej książce – „Świat  mojego ducha i wizje przyszłości” (nowe wydanie – „Libra” 1990 ISBN–83–85005–45–5). Jak się okazuje – Ossowiecki nawet nie wiedział, co to za „kawałek jakiegoś kamienia, koloru szarego” dostał wtedy do rąk. Komentując to niezwykłe  doświadczenie dodaje:

      „Po skończonym doświadczeniu oznajmił mi dr Czubryński, że trzymany przeze mnie kamień jest meteorytem. Żaden seans tak mnie duchowo i fizycznie nie wyczerpał jak z tym meteorytem. Straciłem podczas tego doświadczenia dużo energii, co wyraziło się ogromnym spadkiem temperatury. Przeżyłem wspaniałe chwile, których nie da się z niczym porównać.” (str. 94 – tejże książki).

            No cóż – można te relacje zostawić bez żadnego  komentarza, ale można też tu zaakcentować, chociażby takie oto znamienne fakty:

 

1) Stefan Ossowiecki  nigdy nie oszukiwał i prawie   nigdy się nie mylił, więc dlaczego akurat  ta jego  – kosmiczna wizja, miałaby być tylko jakimś urojeniem, czy wybujałą fantazją?

2) Ossowiecki, podczas tego seansu stwierdził, że – „To nie w Polsce upadło” Gdyby faktycznie wiedział, że trzymany przez niego kamień jest meteorytem z pod Pułtuska, to pewnie by tak nie powiedział. A czy się tu pomylił? Z relacji kilku naocznych świadków wynika, że jeszcze dość wysoko nad ziemią, ta wielka ognista kula podzieliła się na dwa duże obiekty. Jest  więc całkiem możliwe, że tylko jeden z nich rozerwał się na małe kawałki i spadł pod Pułtuskiem w postaci „kamiennego deszczu”, drugi zaś  poszybował dalej, poza granice naszego kraju i gdzieś tam właśnie – zarył się w ziemię.

3) Opisany przez Ossowieckiego kosmiczny kataklizm, też bardzo dobrze  pasuje do naukowych koncepcji dotyczących powstania, i późniejszego  rozrywania się planetoid. Nie wykluczone, że na którejś z nich, albo raczej na tej dodatkowej planecie, którą kiedyś one stanowiły, mogły być kiedyś warunki sprzyjające życiu. Przecież planetoidy te jeszcze dziś leżą w tzw. „ekosferze Słońca”, czyli w tym wąskim pasie kosmicznej przestrzeni, która do takiego życia – najbardziej się nadaje. A jeśli ten meteoryt przywędrował z poza naszego Układu Słonecznego, na co wskazywałaby jego nietypowa trajektoria, to oczywiście prawdopodobieństwo życia na jego macierzystym obiekcie może być  jeszcze dużo większe.

4) Ossowiecki po tym eksperymencie był wyjątkowo mocno wyczerpany, co by znaczyło, że odbył on szczególnie daleką „duchową podróż” zarówno w czasie jak i przestrzeni.

 

Nad tym, czy  gdzieś w kosmosie istnieje jakieś życie, naukowcy namiętnie dyskutują już od dawna. Ich zdania są mocno podzielone. Badany  dziś, przy pomocy coraz doskonalszych  narzędzi, Kosmos okazuje się być tak niesłychanie wielkim, że wszelka wyobraźnia tu zawodzi. Doprawdy trudno uwierzyć, że tylko tu, na naszej maleńkiej Ziemi, krążącej wokół całkiem przeciętnej gwiazdy, jaką jest  Słońce, gdzieś na peryferiach jednej z wielu miliardów potężnych galaktyk, w ciągu tych ponad 10 miliardów lat – powstało to oryginalne i jedyne w Kosmosie  życie.

Bardzo znany fizyk Uniwersytetu Warszawskiego – prof. Andrzej Kajetan Wróblewski, na którego arcyciekawe  wykłady, miałem przyjemność kiedyś chodzić, w niewielkiej, ale interesującej książeczce  – „Czy istnieje życie poza Ziemią” (N.K. W–wa 1980 – ISDN 83–10–07902–8)  zaprezentował takie oto sugestywne rozumowanie:

„Przypuśćmy, że w naszej Galaktyce jest miliard gwiazd typu Słońca. Niech co dziesiąta z tych gwiazd ma planety, w co dziesiątym z tych układów planetarnych znajduje się planeta w odpowiedniej odległości od gwiazdy (tzn. w ekosferze). Niech dalej co dziesiąta z tych wybranych planet ma odpowiednią (nie za dużą i nie za małą) masę, i dalej, co dziesiąta – odpowiednią (nietrującą) atmosferę, wreszcie – co dziesiąta – odpowiedni obrót wokół osi (szybkość obrotu i nachylenie osi do orbity). W ten sposób otrzymujemy jeszcze 10 do 9 razy 10 do –5, czyli 10 do 4 odpowiednich planet. Niech dalej na co setnej z tych planet powstanie życie i rozwinie się społeczeństwo istot rozumnych, będziemy mieli w naszej Galaktyce 100 cywilizacji.”

Profesor Wróblewski mimo, że sam głęboko wierzy w istnienie życia poza Ziemią, zwraca jednak lojalnie uwagę, że czynniki przyjęte w tym rozumowaniu zostały wybrane dość dowolnie, dlatego  i poczynione tu wyliczenia należy traktować z dużą ostrożnością.

 

Życie jest jednak tak wielką zagadką i tak wspaniałym  cudem, że każdego, kto się nad nim poważnie zastanowi, powinno skłonić do szczególnego szacunku i zadumy, a także do pokory, i to niezależnie od  tego, czy istnieje ono tylko na naszej poczciwej Ziemi, czy też może jeszcze na innych, mniej lub bardziej odległych planetach.

Jeśli ta moja prosta gawęda o „pułtuskim  meteorycie”, a także o sanktuarium św. Rozalii,  mojej rodzinnej  wiosce i całej tej pięknej okolicy, ten szacunek do ojczystej ziemi, do życia i do wielkiego jego Stwórcy, choćby trochę pogłębi, to powiem nieskromnie, że...   warto było ją napisać.

 


Dodaj komentarz, wszystkich (0):

Są tu m.in. skróty

kilku rozdziałów

z moich książek:

"Za murami poprawczaka"

i "Z rodzinnego gniazda" 

  

Jesteś gościem na mojej stronie Dziękuję za zainteresowanie i do miłego, nowego spotkania w internecie lub w realu , aktualnie gości online