Proszę czekać, trwa ładowanie strony...




 


 Ryszard Makowski  -  resocjalizacja

   oraz  inne moje pasje i zauroczenia
 

 Będzie mi bardzo miło, jeśli moje wiersze,

 zdjęcia, refleksje i wspomnienia,

 będą także dla Ciebie subtelną inspiracją

do aktywnego życia i własnej twórczości
 

  http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryszard_Franciszek_Makowski  

  Kontakt:    turmak@wp.pl , http://nasza-klasa.pl
  Tel:  799 016 704   lub    507 463 638
 
  Polecam też swoje książki (w wersji tradycyjnej lub elektronicznej):    
    - "Za murami poprawczaka"
    - "Z rodzinnego gniazda" - link: https://ridero.eu/pl/books/zrodzinnego_gniazda/ 
   - "Poradnik zimowego grzybiarza"
   - link: https://www.e-bookowo.pl/poradniki/poradnik-zimowego-grzybiarza.html
  a także wyd. zbiorowe: "Poetycki almanach Kurpiszczyzny"
                     oraz: "Ze Studziennej"  i :"Kawiarniane strofy"
   
     
   
 
 

 

Artykuły

Przepraszam Cię mamo
O matkobójcy i jego wielkich wyrzutach sumienia

Przepraszam cię mamo.

 

    Andrzej-co z tobą?- Chcę jechać na grób swojej matki! 

Ty?- Na jej grób?- Przecież to ty ją zabiłeś?!- Zabiłem, zabiłem!- ale chcę jechać!- Po co?- Chcę jej powiedzieć... przeeepraszam Cię maaamo...

        Andrzej na chwilę przestał walić głową w żelazną kratę zabezpieczającą drzwi do izolatki i spojrzał na mnie niesamowicie smutnym i wylęknionym wzrokiem. Tego dnia, o nic więcej go już nie pytałem [... ]

 W poprawczaku niema miejsca dla mięczaków i ja zapewne nigdy mięczakiem nie byłem. Muszę jednak przyznać szczerze, że ta  absolutnie niespodziewana prośba Andrzeja wypowiedziana z wielkim trudem i niesamowitą intonacją, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. W swej wyobraźni, niemal jak w filmowym studio ujrzałem nagle dwie jakże różne i wręcz wykluczające się sceny. Na jednym ekranie widzę bardzo wyraźnie jak młody, mizernej postury chłopak z pończochą na głowie, dziobie bez opamiętania długim nożem jakąś kobietę, o której  wiem, że to jego matka... i wiem, że jest ona w ciąży. Siedemnaście głębokich ran. Zadanych kuchennym nożem! Podwójne, okrutne zabójstwo! Koszmar! Jak przez mgłę, widzę jednak i drugi ekran... Mały, wiejski cmentarz. Skromna, świeża mogiła. Pusto...cicho? Nie! Wcale nie cicho. Słyszę w swej wyobraźni szarpiący, gardłowy jęk, chyba-płacz. Widzę leżącego na  grobie, tego samego, mizernego chłopaka. I wiem, czuję to, że matka  także go widzi- i słyszy. Czy mu przebaczy? Nie wiem. [...].    Spojrzałem raz jeszcze na skuloną postać szlochającego w kącie Andrzeja. Bez słowa odszedłem do swego gabinetu. W mej wyobraźni nadal walczyły ze sobą dwie sceny. Wyjrzałem przez okno na tak dobrze mi znane betonowe mury, żelazną bramę i stalowe kraty. Co robić? Jak rozwiązać ten problem? Bo problem był... i nie mogłem udawać, że go nie ma albo, że nic mnie on nie obchodzi [... ]. Andrzej był bowiem na prostej, stromej drodze do samobójstwa albo obłędu. Dla mnie, jako dyrektora, katolika i człowieka to alternatywne i ze względu na jego specyficzną osobowość, zapewne dość rychłe zamknięcie problemu było po prostu nie do przyjęcia.

      Można powiedzieć: ten chłopak zasłużył przecież sobie na taką udrękę i tak podły los. Zasłużył na obłęd, a może i śmierć. Czy można tak powiedzieć? Można. Wielu ludzi tak właśnie dziś mówi i nie wolno tego ani lekceważyć ani zbyt pochopnie potępiać. Proszę wczuć się w rolę ojca, któremu np. zamordowano ukochane dziecko. Czy możemy oczekiwać od niego litości dla mordercy? Czasem się to zdarza- u ludzi nadzwyczajnych lub...świętych. Najczęściej jednak ból jest zbyt wielki aby zrozumieć, że każde życie jest bezcenną wartością. Życie mordercy-też... i nigdy, nikomu nie można płacić śmiercią za śmierć. Życia, nikt nikomu nie daje – życie się tylko przekazuje – jest ono... świętością! Mimo, że jestem zdecydowanym przeciwnikiem kary śmierci, w  telewizyjnym programie Teresy Torańskiej, publicznie kiedyś przyznałem, że nie wiem, jak bym się sam zachował w przypadku zabójstwa kogoś szczególnie mi bliskiego. Być może ja również nie zdołał bym pokonać swego bólu i ja także żądałbym wówczas kary śmierci. Nie chcę jednak aby na takich osobistych nieszczęściach i wypaczonych bólem żądaniach, budowane było nasze współczesne prawo. Kara, zwłaszcza za zabójstwo, nie może być nigdy jednocześnie humanitarna i sprawiedliwa. Jako pedagog mam ten komfort, że nie muszę a nawet nie powinienem być sprawiedliwy. I nie jest to żadna herezja. W hierarchii etycznych wartości, sprawiedliwość prawie nigdy nie zajmowała najwyższego miejsca. Zwykle znacznie wyżej od niej stoi miłość, skuteczność a czasem surowość lub... przebaczenie. Pracując na co dzień z młodzieżą zagubioną i trudną, trzeba to wiedzieć i o tym pamiętać. We współczesnej resocjalizacji naszej, trudnej młodzieży rzeczywiście nie chodzi o sprawiedliwość- chodzi raczej o skuteczność. Od tego, aby łapać przestępców, jest policja.  Niech więc ich łapią, jak najszybciej i najsprawniej. Od tego aby ich sądzić, są sądy i niech ich sądzą, sprawiedliwie i surowo. Od tego jednak, aby w młodym człowieku - przestępcy, dojrzeć iskierkę dobra i rozdmuchać ją w jak największy płomień-jesteśmy właśnie my-pedagodzy. Dlatego nasza praca jest taka trudna, kontrowersyjna i...piękna, i dlatego jest ona dziś tak ważnym, społecznym zadaniem.                                                          

Taką małą iskierkę  zobaczyłem wówczas w oczach tego chłopaka- mordercy, w oczach Andrzeja. Właściwie, to nawet nie wiem, czy ją  zobaczyłem- ja ją raczej usłyszałem...w trzech prostych słowach-„przepraszam Cię mamo”[...].

       Bez zgody sądu, jakiekolwiek  wyjście Andrzeja poza  schronisko, było nie do pomyślenia, a zgoda sądu, była w tej konkretnej sytuacji po prostu nie realna. Pojawił się więc klasyczny dylemat: prawo czy sumienie? Czego w tym wypadku powinienem posłuchać? Prawo mówiło  wyraźnie- bez zgody sądu nie wolno ci go puszczać nigdzie a już na pewno nie na grób  matki, którą tak niedawno przecież zabił. Sumienie mówi jednak – puść go! Bo oszaleje! Niech jedzie. Niech ją przeprosi...i szybko wraca- aby ponieść w pełni zasłużoną karę. Po głębokim namyśle skontaktowałem się telefonicznie z jego sądem. Najpierw-cisza w słuchawce, a potem wymowny okrzyk równoczesnego zdziwienia i oburzenia[...] Pomyślałem, że jest jeszcze Ministerstwo Sprawiedliwości-może tam ktoś postara się zrozumieć mój dylemat. Zadzwoniłem. Znowu cisza ale nieco krótsza, a po chwili ciepły, spokojny głos-Panie Ryszardzie, pan wie, że pana bardzo szanujemy więc umówmy się, że tego telefonu w ogóle nie było-tak będzie najlepiej...i niemal szeptem: niech pan nie ryzykuje-nie warto! W tym momencie straciłem wszelką nadzieję, na jakąkolwiek pomoc w rozwiązaniu tego, przerastającego mnie problemu. Postanowiłem więc powiedzieć Andrzejowi, że jego prośba nie może być spełniona i że musi nauczyć się z tym żyć. Poleciłem strażnikowi, aby wyprowadził z przejściówki Andrzeja i zostawił go w moim gabinecie. Po rutynowym podpisaniu kilku dokumentów, wziąłem do ręki teczkę Andrzeja i jeszcze raz zacząłem czytać jego życiorys i jego zeznania. W pewnym momencie spojrzałem mu prosto w oczy i zapytałem: jaka jest szansa, że po odwiedzeniu grobu matki, nie będziesz próbował uciekać, i że wrócisz z powrotem do Laskowca? Andrzej popatrzył na mnie zrezygnowanym wzrokiem i powiedział krótko: 20 procent. Dwadzieścia procent szansy na to, że uciekniesz? Nie! Dwadzieścia na to, że wrócę. Zaskoczyło mnie to zupełnie. Myślałem, że powie przynajmniej pół na pół. Dlaczego?! Bo strasznie boję się więzienia. No cóż, nawet dla kryminalistów matka zawsze była i dziś także jest jeszcze świętością, dlatego matkobójcy we więzieniach są rzeczywiście traktowani wyjątkowo okrutnie... często tego nie wytrzymują i targają się na własne życie. Andrzej już o tym wiedział i jego paniczny strach był w pełni uzasadniony, tym bardziej, że i tu w zakładzie trzeba było go bez przerwy izolować i chronić przed agresją niemal wszystkich wychowanków. Wzruszyła mnie jednak ta szczera samoocena szansy jego powrotu z ewentualnego wyjazdu na cmentarz. Był on w tym momencie jakoś tragicznie uczciwy. Wiedział, że tym stwierdzeniem sobie nie pomaga, przeciwnie-zaprzepaszcza wszelką szansę, a mimo to powiedział prawdę. Niemal odruchowo, ująłem go mocno za ramiona i patrząc mu prosto w oczy powiedziałem: bardzo dobrze że mówisz prawdę. Doceniam to, chociaż martwi mnie tak mała szansa twojego powrotu. Zaryzykuję... pojedziesz na to niezwykłe spotkanie z twoją matką. Pojedzie też z tobą wychowawca, który ma dłuższe nogi niż twoje i będzie miał ze sobą sznurek. Jeśli będziesz próbował uciekać, zwiąże cię jak baleron, nie rób więc cyrku na grobie własnej matki. Zaskoczyła Andrzeja  moja wypowiedź. Po chwili widocznego niedowierzania wydusił z siebie: dziękuję, dziękuję...obiecuję Panu, że nie będę uciekał, ani z cmentarza ani z tego zakładu- nigdy! Dziękuję.

    Andrzej wkrótce pojechał na grób swojej matki, chociaż prawie wszyscy koledzy mi to szczerze odradzali. W przypływie zwykłego, ludzkiego współczucia, kierując się swym, pedagogicznym sumieniem- dałem mu jednak słowo, a słowo w tej pracy musi być słowem. Wszyscy wiedzieli, że danego słowa ja nigdy  nie łamię. Pojechał też z Andrzejem  doświadczony wychowawca, który rzeczywiście zabrał ze sobą sznurek- na wszelki wypadek. W zakładzie bowiem nie wolno jest używać kajdanek, co w niektórych sytuacjach jest po prostu nonsensem [...]      

     Spotkanie Andrzeja z matką było-wstrząsające. Długo leżał na jej grobie miotany głębokim żalem i płaczem. Tą przejmującą scenę, zupełnie przypadkiem , zobaczyła jego babka. Coś w niej również pękło. Podeszła do Andrzeja, przytuliła go do siebie a po chwili wysupłała z chusteczki parę złotych i wcisnęła mu do ręki. Andrzej pochodził z bardzo biednej rodziny. Po tym strasznym zabójstwie, wszyscy się go wyrzekli. Nie otrzymywał więc dotąd żadnych paczek ani listów. Ten spontaniczny gest starej, biednej kobiety zrobił na nim i na wychowawcy, ogromne wrażenie. Powiedział mi później, że teraz będzie mu trochę łatwiej we więzieniu, gdyż wie, że ma do kogo wracać. Prawdę mówiąc, niewiadomo czy po jego wyjściu na wolność, babka będzie jeszcze żyła, ale sama ta świadomość, że i na niego ktoś jednak czeka, była czymś bardzo ważnym, tak jak i niesłychanie ważne było całe to spotkanie, które można uznać jako wyjątkowo dramatyczne-pojednanie sprawcy... z ofiarą.

      Czy Andrzej z tego cmentarza mógł wtedy uciec i nie wrócić z  do zakładu. Mógł. Ja oczywiście, bardzo szybko przestałbym być wówczas nie tylko dyrektorem ale i wychowawcą, co byłoby dla mnie prawdziwą klęską, gdyż pracę tą bardzo lubię, a może nawet jestem w niej wręcz... zakochany.  Głęboko wierzyłem jednak, że tego nie zrobi. Andrzej miał swój honor - a czy to nie jest często  o wiele lepsze zabezpieczenie niż betonowe mury i żelazne kraty? W swej długoletniej pracy z młodzieżą trudną, miałem możność przekonać się o tym, że - jest i to nie jeden raz Jest natomiast wielce prawdopodobne, że przy bardzo lichym, ówczesnym zabezpieczeniu technicznym, Andrzej dręczony coraz większym lękiem, samotnością i coraz mocniejszymi wyrzutami sumienia, znalazł by w końcu sposobność do ucieczki z zakładu.., albo z życia, więc byłaby to zapewne  ucieczka bardzo tragiczna, albo bardzo groźna. Dręczący mnie dylemat: prawo czy sumienie, postanowiłem więc mimo ewentualnych konsekwencji, rozwiązać tak jak mnie uczono w rodzinnym domu: gdy masz poważną wątpliwość – uważnie słuchaj sumienia.  Czy jednak na pewno, złamałem wówczas prawo? Sądziłem wtedy, że tak. Dziś nie jestem tego taki pewny. Gdzież bowiem są faktyczne granice zakładu poprawczego, czy  schroniska? Czy wyznaczają je po prostu kraty w oknach? Czy może –mur i żelazna brama? Albo- miedza na naszym, przyzakładowym polu? A może granice zakładu czy schroniska są tam, gdzie są służbowo i moralnie odpowiedzialni, aktualnie pracujący w nim ludzie?! [...]     

     Rodzi się jeszcze pytanie: dlaczego ten niewątpliwie wrażliwy i honorowy chłopak, bez żadnej kryminalnej przeszłości, zabił własną matkę? Moim zdaniem, zrobił to ze strachu...ale jest to już zupełnie inny temat i inne, związane z nim refleksje.

 

 

 


Dodaj komentarz, wszystkich (0):

Są tu m.in. skróty

kilku rozdziałów

z moich książek:

"Za murami poprawczaka"

i "Z rodzinnego gniazda" 

  

Jesteś gościem na mojej stronie Dziękuję za zainteresowanie i do miłego, nowego spotkania w internecie lub w realu , aktualnie gości online